Jesteś tutaj: Strona główna » Baza Wiedzy » INNE » Jola Słoma i Mirek Trymbulak

Jola Słoma i Mirek Trymbulak

„Słoma i Trymbulak rzuca mięsem”

Poznali się 17 lat temu na koncercie IMTM, zespołu w którym ona śpiewała. 13 lat temu powiedzieli sakramentalne: "tak" i wspólnie zadecydowali o przejściu na wegetarianizm. Kto? Jola Słoma i Mirek Trymbulak, projektaktanci, kucharze, pisarze...

Napisaliście trzy książki kulinarne („Nakarmićduszę”, Ubraćduszę” i „Atelier Smaku” – pojawiła sięna rynku w listopadzie 2010r), prowadzicie „Atelier smaku”, swój własny, autorski program kulinarny na antenie Kuchni Tv, jesteście projektantami mody, dbacie o wizerunek sceniczny wielu polskich gwiazd (m.in. Weroniki Marczuk, Anny Maruszeczko, Grażyny Torbickiej, Anny Popek)…  Czy o czymś zapomniałam?

Mirek Trymbulak: Tak jeszcze oddychamy (śmiech), gotujemy, jemy i medytujemy… A tak zupełnie poważnie to zawodowo zajmujemy się projektowaniem. Od kilkunastu lat prowadzimy Atelier w Gdyni (gdzie mieszkamy) i dbamy o to, żeby nasz każdy klient niezależnie od płci, wieku, sylwetki i okazji poczuł się wyjątkowo i wyszedł dobrze ubrany. Miejsce, w którym teraz siedzimy (aleja 3 maja 7, Warszawa) – nasze stołeczne Atelier powstało w tym roku. Kuchnia wegetariańska (w tym książki i program kulinarny) to pasja…

Jola Słoma: Wychowałam się w domu, w którym jedzenie odgrywało istotną rolę. Mama gotując okazywała nam uczucia. Specjalizowała się w kuchni polskiej. Kiełbasy, pasztety, kotlety – to smaki moich dziecięcych lat. Kiedy przeszłam na wegetarianizm (13 lat temu), musiałam odtworzyć te potrawy, które karmiły mnie miłością w dzieciństwie. Tak zaczęły się nasze eksperymenty kulinarne. Pierwszym krytykiem tych zdrowych, eksperymentalnych potraw był mój owczarek niemiecki Nikodem. Przeszedł z nami na dietę wegetariańską i nauczył się rozpoznawać smak (nie jak większość psów tylko zapach).

Jaka była twoja ukochana potrawa w dzieciństwie?

Pasztet z dziczyzny (śmiech). Zaraz spróbujesz naszej wegańskiej wersji, która składa się z soi, pieczarek, selera, oliwy, cząbru i owoców jałowca. I jak?

Niewiarygodne, gdybyś mnie nie uprzedziła, poszłabym o zakład, że to pasztet z dzika!

JS: Na gotową potrawę składa się smak, konsystencja i aromat. Kiedy potrafimy wyczuć i zrozumieć tę kuchenną alchemię, jesteśmy w stanie odtworzyć każde danie. Słysząc, że bez mięsa nie ma rosołu, bo przecież dobry bulion nie funkcjonuje bez kurczaka i nie da się go zrobić np. z tofu, mówię: „Ugotuj surowego kurczaka bez dodatku przypraw, ziół, warzyw i zobacz jak smakuje!”. Jeżeli ktoś lubi takie dania, niech pozostanie przy jedzeniu mięsa. Ja wybieram zdrowszą i równie smaczną alternatywę. Wiesz dlaczego ten pasztet smakuje jakby był zrobiony z dzika? Bo oprócz suchej soi dodałam sporo oliwy i soczystych warzyw, które zapewniają wilgoć i odpowiednią konsystencję (mięso jest przecież wilgotne i tłuste). Aromat zawdzięcza ziołom.

Pasztet pycha, ale ja nadal nie wiem dlaczego zdecydowaliście się rzucić mięso?

JS:  Bo kochamy zwierzęta i chcemy żyć w świecie w którym nie ma przemocy. Spora część mojej rodziny mieszka na wsi. Kiedy byłam małą dziewczynką zobaczyłam jak prowadzi się świnię za stodołę celem poderżnięcia jej gardła. Widziałam jak pozyskuje się krew na czerninę. Budziło to we mnie odrazę i sprzeciw. „Dlaczego, żeby zjeść kotleta trzeba zabić?” – pytałam mamy. „Stwórca tak skonstruował świat, że ludzie, aby przeżyć jedzą zwierzęta” – odpowiedziała. Łyknęłam tę teorię i za śmierć niewinnych zwierzaków obwiniałam stwórcę. Po latach dowiedziałam się, że mogę zdrowo żyć bez mięsa, bez zabijania. Istnieje świat/religie, którym obca jest przemoc. Kiedy przeczytałam książkę „Wegetarianizm – Zmierzch Świadomości Łowcy” Marii Grodeckiej, odstawiłam mięso raz na zawsze.

MT: Jola pierwsza czytała „biblię wegetarianizmu” autorstwa Grodeckiej. Podsuwała mi niektóre fragmenty. Kiedy zrozumiałem, ile osób może się wyżywić z paszy, którą żywią się zwierzęta przeznaczone na ubój, przekonałem się! Zobaczyłem, że efekt globalnego ocieplenia, jest również powiązany z produkcją mięsa - wyprodukowanie np. 1 kg wołowiny prowadzi do większej emisji gazów cieplarnianych takich jak dwutlenek węgla oraz innych substancji trujących niż wydziela samochód podczas nieprzerwanej jazdy przez dwie godziny czy wyprodukowanie wystarczającej energii, aby 100 watowa żarówka paliła się przez około 20 dni. Te liczby podziałały na moją wyobraźnię. Nie zabijam, nie jem mięsa, nie noszę naturalnych skór i futer, jestem zdrowy, czuję się świetnie!

Wiem, że temat ekologii jest wam bliski… Co dla Joli Słomy i Mirka Trymbulaka znaczy ekologia?

JS: Mamy swoje indywidualne podejście do eko. Czym jest ekologia w mieście? Gdybyśmy naprawdę chcieli być eko to nie używalibyśmy prądu, kładlibyśmy się spać z kurami, zimą nie wychodzilibyśmy praktycznie z chaty! Dla mnie ekologia to wkomponowanie się w miejsce w którym żyje. Koegzystowanie z tym miejscem. Co nie oznacza, że będę jadła plastikowe bułki i popijała je colą! Kładziemy duży nacisk na pochodzenie produktów, których używamy w kuchni. Po pierwsze muszą być zdrowe! Mamy zaprzyjaźnionych rolników w okolicy, od których bierzemy np.  kiszone ogórki. Wiem, że to eko „ogóry” na źródlanej wodzie z dodatkiem soli kamiennej. Zdarza mi się jednak zjeść frytki w trasie. Dlaczego? Bo nie umrę z głodu gdy nie mam czasu zaopatrzyć się w pudełka z eko-zdrową żywnością ;).  Nie żyjemy dla ekologii, ale na co dzień staramy się żyć ekologicznie!

MT: Zgadzam się z przedmówcą (śmiech).

Dodaj komentarz

Komentarze



Inowacyjna gospodarka