Jesteś tutaj: Strona główna » Baza Wiedzy » DOM » Domowa uprawa ziół w stylu eko

Domowa uprawa ziół w stylu eko

Wraz z modą na ekologiczny styl życia nadchodzi moda na uprawę domową ziół. Kupiliśmy wspaniałe kuchnie, ale w nich nie gotujemy. Na szczęście to zaczyna się zmieniać, ponieważ aromatyczne zioła z własnej mini uprawy nie tylko poprawiają zdrowie, samopoczucie, ale także smak naszych potraw.

Popularność ziół 
Ziołowy ogródek w kuchni nawet w mieszkaniu w bloku nie jest trudny do zorganizowania i utrzymania. Rośliny są dostępne przez cały rok, są dekoracyjne, wiec spokojnie mogą nam zastąpić zielone i kolorowe kwietniki, a przy odpowiedniej pielęgnacji będą się ciągle odmładzać i odrastać - nawet przy intensywnym kuchennym używaniu. 

Świeże zioła są najwartościowszym i najbardziej aromatycznym dodatkiem do potraw - stąd też ich popularność. Są ponadto wygodne, gdyż zaraz przed podaniem potrawy na stół możemy zerwać kilka listków rozmarynu czy tymianku "prosto z krzaczka". 

Pierwsze kroki 
Dla osoby początkującej, która dopiero zaczyna przygodę z domowym zielnikiem, przydałoby się zastosowanie kilku dobrych rad: 

1. Dobrze dobrane miejsce w mieszkaniu: 
słoneczne, nieprzewiewne, z daleka od kaloryferów, najlepiej od południowej strony, przy oknie lub balkonie (latem w ogólne najlepiej wystawić skrzynki z ziołami na nasłoneczniony balkon); niekoniecznie powinna być to kuchnia (chociaż tutaj będziemy chcieli mieć zioła pod ręką), gdyż zbyt duże wahania temperatur, czy para wodna mogą naszym uprawom zaszkodzić; 

2. Wybrane gatunki eko 
Nie chodzi o egzotykę, ale praktyczne zastosowanie, zdrowie, ładne zapachy i ekologię. A ekologiczne jest to, co rośnie w naszych rodzimych warunkach bez sztucznego nawożenia czy wspomagania. Melisa, mięta, rozmaryn, pietruszka naciowa, szczypiorek czy lawenda - to wszystko moglibyśmy uprawiać w domowym ogródku, gdybyśmy go posiadali. Nie mieniajmy tych nawyków na balkonie czy parapecie. 

3. Nasiona czy sadzonki? 
Dla osób początkujących nie polecamy uprawiania ziół z nasion, gdyż trzeba na nie długo czekać, być sprawnym ogrodnikiem obserwatorem by wytrwać w oczekiwaniu na plony. Dlatego polecamy zakup gotowych roślin w doniczkach - najczęściej Polacy kupują je w super marketach, ale lepiej wybrać się do centrum ogrodniczego z fachowym doradcą, kwiaciarni, albo Pani na markecie - mamy większą pewność, że nasze zioła przeżyją, bo prawdopodobniej mniej się o nie troszczono sztucznie podtrzymując. 

Popyt i podaż nakręcają się wzajemnie, a wraz z rosnącą modą na ekologię zdrowy tryb życia i przede wszystkim urozmaiconą kuchnię rośnie rola komercji w produkcji ziół. To interesujące, że kiedyś ludzie uprawiali przeróżne zioła niczym dodatkowe chwasty (ja w dzieciństwie jadałam na obiady niedzielna sałatki z domieszką pokrzywy), tymczasem dzisiaj jest to wyznacznik lepszego statusu, tego, że ktoś ma czas, ochotę by relaksować się i delektować uprawą ziół. Z tradycji fast foodu zrodził się bowiem kontr-trend lepszego jedzenia, slow foodu, coś na styl luksusu, na który nie każdy może sobie pozwolić. Zauważyli to producenci z różnych branż, którzy już nie tylko dostarczają nam gotowe lawendy i pietruszki, ale też nasionka z prostą instrukcją obsługi oraz nawet gadżety, które w praktyczny, ale i efektowny (a niekiedy zabawny) sposób symulują tzw. mieszczuchowi kawałek natury. I bardzo dobrze. 

Dla bardziej wtajemniczonych - polecam stworzenie małego herbarium domowego. Herbatki już nie z saszetki, ale prosto z drzewka. Odlot zupełny, nie tylko podczas wizyt gości, ale praktycznie na co dzień można się nimi delektować. 

Sklepy wnętrzarskie i ogrodowe oferują cała gamę prostych w instalacji herbarium, ale jak nie chcemy ich kupować to chociaż podejrzyjmy zasady ich działania. Z reguły są to śliczne gustowne plastikowe instalacje, w których wystarczy umieścić kępki ziół i czekać. Minusem jest zużywanie energii podczas tej całej uprawy, gdyż urządzenie jest podłączone do prądu, i dzięki temu informuje nas, kiedy podlewać, nawozić rośliny (nawóz wchodzi w skład zestawu), czy dodać światła. Zioła rosną błyskawicznie - trzy, cztery razy szybciej niż w tradycyjnej doniczce, nam jednak pozostaje poczucie, co jest lepsze: zużywać swój prąd (z elektrowni węglowej) by doświetlać zioła i herbatki, czy już lepiej kupić je w supermarkecie, wiedząc, że przemierzyły tysiące kilometrów z Azji czy Włoch. W ekologii dylematów nigdy dosyć! (więc może poczekajmy na herbarium napędzane wodą z deszczówki albo biomasą z kompostownika). 

Niczym komercyjne kwietniki 
Dla mnie szpanerskich eko-ogrodników dobrym rozwiązaniem będzie przykładowo kupienie zestawu nasiennego: pojemnika z ziemią i gotową mieszanką nasion zielnych. Atrakcyjny minimalizm, prostota, nowoczesny design, a wystarczy podlewać co kilka dni i już możemy chwalić się ziołowym zapachem np. z sypialni. Na rynku dostępne są też zestawy do uprawy ziół, składające się kilku doniczek i jednej wspólnej wydłużonej podstawki. Jeśli tylko nie znudzimy się tymi uprawami po kilku tygodniach i zaczniemy wyrzucać rośliny, ziemię i donice, to w ekologii także takie "gadżeciarstwo" jest dozwolone. 

 

źródło: http://www.moj-ogrodnik.pl/

Dodaj komentarz

Komentarze



Inowacyjna gospodarka