Jesteś tutaj: Strona główna » Baza Wiedzy » ŚRODOWISKO » Elektrownie wiatrowe

Elektrownie wiatrowe

...ich dobre i złe strony

Elektrownie wiatrowe to synonim nowoczesności i ekologii. W reklamach znajdują się obok radosnych, młodych ludzi. Czy jednak nie mają one żadnych negatywnych stron?

Elektrownie wiatrowe jak przyszłość Europy

Rozwój alternatywnych źródeł energii nie jest już tylko modą, ale wręcz koniecznością. Regulacje Unii Europejskiej bowiem zobowiązują nas do tego, by znaczącą część zapotrzebowania na energię pokrywano z odnawialnych źródeł.

Elektrownie wiatrowe wydają się być idealnym rozwiązaniem: energia przez nie produkowana jest odnawialna, nie występują skutki uboczne w postaci emisji szkodliwych substancji, zajmują niewielką ilość terenu, natomiast zyski, które generują są dość duże. Nie dziwi więc fakt, iż stają się one coraz bardziej popularne w naszym kraju. W wielu rejonach kraju, praktycznie każdy większy fragment krajobrazu użytkowanego rolniczo, pozbawiony lasu i gęstej zabudowy mieszkalnej – jest objęty jakimś projektem wiatrowym. Okazuje się, iż łączna moc elektrowni wiatrowych, oczekujących obecnie na decyzje środowiskowe – dwukrotnie przekracza zainstalowaną moc ze wszystkich krajowych elektrowni konwencjonalnych.

Istnieje jednak druga strona medalu - okazuje się, iż budowa farm wiatrowych coraz częściej generuje spory i konflikty. Lokalne społeczności coraz bardziej niechętnie reagują na plany budowy farm wiatrowych na ich terenach. Specjaliści doszukują się różnych tego powodów. Jednym z nich może być znana znana wszystkim postawa, którą najlepiej obrazuje proste stwierdzenie "byle nie na moim podwórku". Jest to jednak tylko jeden z niewielu czynników. Sceptyczne podejście do wiatraków ma swoich zwolenników również wśród biologów, operujących nie tylko emocjami, ale i argumentami, które zmuszają nas do zrewidowania poglądów na „ekologiczną czystość” energii wiatrowej. Czy tego chcemy, czy nie – wiatraki mają też ciemną stronę swojej mocy, związaną z oddziaływaniami na środowisko przyrodnicze.

Zagrożenia, o których się nie mówi

Głównymi "poszkodowanymi" przez wiatraki są nietoperze i ptaki. Skala tego zjawiska nabiera dość poważnych kształtów: na ogromnym polu wiatrowym Altamont ginie corocznie około 70 orłów przednich, ponad 100 myszołowów rdzawosternych i ponad 300 pustułek amerykańskich, na norweskiej wyspie Smola, farma wiatrowa (licząca 68 siłowni) zabiła w ciągu ostatnich czterech lat 27 bielików. Są to oczywiście przypadki ekstremalne, ale faktem jest, iż duża część elektrowni wiatrowych negatywnie oddziałuje na ptaki i zwierzęta.

Oddziaływania te przybierają kilka zasadniczych postaci. Po pierwsze, dochodzi do kolizji ptaków i nietoperzy z pracującym wirnikiem wiatraka. Kolizje te są zazwyczaj śmiertelne dla zwierząt. Co więcej, w przypadku nietoperzy przelatujących w rejonie wiatraka, śmierć części zwierząt zachodzi prawdopodobnie bez fizycznego kontaktu z wirnikiem – nietoperze giną wskutek podciśnienia tworzącego się za piórem wirnika. Ten nieoczekiwany efekt, odkryty zaledwie kilka lat temu, określany jest jako barotrauma.

Kolizje z udziałem ptaków są bardziej szablonowe – ptaki giną lub zostają poważnie okaleczone wskutek uderzenia wirnika. Co ważne, nie wynika to z niedostrzegania siłowni w warunkach nocnych (choć kolizje nocne są częste), lecz z nierozpoznanych dotąd czynników sprawiających, że ptaki w pełnym świetle dnia po prostu ignorują obecność pracującego wirnika. Jedną z możliwych przyczyn tego stanu rzeczy może być fakt, że przy dużych wiatrakach, dominujących obecnie na rynku, końcówki śmigieł pozornie powoli obracającego się wirnika, w istocie rzeczy poruszają się z zawrotną prędkością liniową około 300 km na godzinę. Tak szybko przesuwające się przedmioty nie są po prostu postrzegane przez oko ptaka, gdy zbliży się on do nich odpowiednio blisko. Znamy ten efekt z szybko jadącego pociągu, kiedy obserwowane słupy trakcji elektrycznej początkowo zaczynają się rozmywać, by przy dużych prędkościach zniknąć z naszego obrazu świata za oknami. Dla ptaków końcówki wirnika znikają, gdy zbliżą się do niego na odległość ok. 40 metrów.

 

Jakie by nie były ich przyczyny i mechanizmy, kolizje ptaków z wiatrakami są regułą a nie wyjątkiem. Jedynie w 10% badanych farm wiatrowych (w próbie ponad 80) w USA i Europie nie wykryto ofiar ptasich kolizji. Średnia kolizyjność to 6–7 ofiar rocznie na jeden wiatrak, przy sporym udziale farm, gdzie corocznie pod wiatrakiem ginie 20–30 ptaków. Mnożąc te liczby przez liczbę wiatraków w obrębie planowanej inwestycji, nietrudno – w miejscach o dużym ruchu w powietrzu – wejść na poziom setek ofiar rocznie.

Po drugie, niektóre ptaki są odstraszane z okolic siłowni. Dotyczy to zarówno ptaków lęgowych, jak i przelotnych, wykorzystujących tereny farmy wiatrowej jako potencjalne żerowisko. Odstraszanie nie ma postaci absolutnej (brak ptaków), lecz oznacza istnienie gradientu malejących zagęszczeń ptaków w miarę zbliżania się do siłowni. Oznacza to, że na terenie farmy wiatrowej gnieździ się lub żeruje mniej ptaków, niż mogłoby, gdyby wiatraków tam nie było. Czyli, krótko mówiąc – utrata siedlisk. Strefa, w której daje się dostrzec obniżone zagęszczenia, może rozciągać się na odległość nawet 500–700 m i jest zależna od wysokości siłowni. Jednak, podobnie jak ze wszystkimi rodzajami wiatrakowych oddziaływań, również ten efekt jest zróżnicowany gatunkowo. Obok ptaków reagujących silnie, istnieją też gatunki nie wykazujące unikania sąsiedztwa wiatraków. Z drugiej strony, zagęszczenia kulika wielkiego, siewki złotej czy bekasa na szkockich wrzosowiskach są ok. 40% niższe w 500-metrowym buforze wokół turbin niż z dala od nich. Podobnie, o 40–50% obniżone jest natężenie wykorzystania przestrzeni powietrznej przez myszołowy i błotniaki zbożowe.

W tym kontekście warto nadmienić, że dla nietoperzy nie stwierdzono jak dotąd, by wiatraki działały odstraszająco. Wręcz przeciwnie, niektórzy autorzy – pozostając pod wrażeniem liczby ofiar – sugerowali wręcz, że siłownie mogą przyciągać przelatujące nietoperze. Postulowany mechanizm odwoływał się do faktu, że wiele zwierząt żyjących w otwartym krajobrazie wyraźnie „lubi” podążać w kierunku wysokich obiektów sterczących w przestrzeni, działających jak swego rodzaju „punkt spotkań”. Każdy, kto w późnoczerwcowy wieczór chodził po dużym, bezdrzewnym pastwisku i bezskutecznie usiłował się opędzić od siadających mu na głowie guniaków czerwczyków – wie, o czym mowa. Brak jednak dowodów na to, by wiatraki istotnie w podobny sposób przywabiały nietoperze.

Trzecie z występujących oddziaływań farm wiatrowych na ptaki, to tak zwany efekt bariery. Chodzi o sytuację, gdy przelatujące ptaki dostrzegają pracujące siłownie i nadkładają drogi, aby je ominąć – raczej w poziomie niż w pionie. Koszty jednostkowego nadłożenia drogi są zazwyczaj znikome, ale gdy sytuacja się powtarza – zaczynają rosnąć i stają się niebagatelne. I znowu, mechanizm tej akumulacji kosztów może przybliżyć analogia z codziennego życia. Rodzice codziennie odwożący samochodem dziecko do przedszkola lub szkoły wiedzą, że objazd na trasie jest frustrujący, ale nie zabójczy. Jednak jeśli objazd utrzymuje się przez miesiąc lub dwa – jego koszty, liczone w dodatkowych kosztach paliwa i zmarnowanego czasu, stają się dotkliwe. Takie sytuacje powtarzanej ekspozycji zdarzają się ptakom, gdy siłownie znajdują się na trasie regularnych przelotów lokalnych, np. na gromadne noclegowisko czy preferowane żerowisko.
Większość ptaków ginących w kolizjach z turbinami to drobne ptaki wróblowe.

Gdy farma stoi na drodze pomiędzy gniazdem a dobrymi żerowiskami, sytuacja jest szczególnie nieciekawa. Ptaki muszą omijać barierę przynajmniej kilka-kilkanaście razy dziennie (w zależności od gatunku) i są jednocześnie pod silną presją, by efektywnie karmić pisklęta. Każdy wybór jest zły. Omijanie bariery jest kosztowne (czas, energia), co obciąża albo pisklęta, albo rodzica. W pierwszym przypadku rodzic „szanuje” swoje siły i po prostu rzadziej karmi pisklęta, co przekłada się na obniżenie ich kondycji i szans na przeżycie. W drugim przypadku, rodzic „stawia na pisklęta”, zapewniając im niezmieniony poziom dostaw pokarmu, ale pokutując za zwiększony wysiłek obniżeniem szans własnego przeżycia do następnego sezonu lęgowego. Oba efekty są dobrze znane z eksperymentów prowadzonych na ptakach w ciągu ostatnich 20–30 lat. Oba też przyczyniają się do obniżenia tempa wzrostu liczebności lokalnej populacji. Natomiast ignorowanie bariery prowadzi do opłakanych skutków, czego dowodzą badania rybitw w Belgii, gdzie wiatraki ustawione przy kolonii lęgowej spowodowały (w zależności od gatunku i roku) śmierć 2–6% wszystkich gniazdujących tam dorosłych ptaków.

Do tego wszystkiego trzeba jeszcze dołożyć trudno wymierny i nagminnie pomijany w ocenach oddziaływania na środowisko, efekt zwiększonej fragmentacji siedlisk. Jest on spowodowany przez konieczność budowy sieci utwardzonych dróg serwisowych, obsługujących wszystkie siłownie na farmie. Gdy spoglądamy na farmę wiatrową z samolotu, to właśnie ta sieć dróg jest rzeczą chyba równie rzucającą się w oczy, co same wiatraki. I znowu ekologiczne efekty budowy dróg są trudne do zaniedbania. Zwiększając penetrację ludzką i zaburzając spływy powierzchniowe, nawet żwirowe drogi negatywnie oddziałują na siedliska ptaków.
Ekspert prawdę ci powie

Sytuacja wydaje więc stosunkowo prosta – wiemy, co dobrego dają wiatraki, wiemy też, jakie mogą być negatywne efekty ich istnienia. Problem decyzyjny sprowadza się do takiego wyboru lokalizacji farm wiatrowych, który jest jak najmniej szkodliwy dla ptaków i nietoperzy. Skąd mamy to wiedzieć? Oczywiście – na podstawie badań terenowych, wykonanych na obszarach planowanej farmy. Generalna zasada jest prosta i zdroworozsądkowa – im więcej cennych ptaków, szczególnie w powietrzu (przeloty długodystansowe, przeloty lokalne, loty w poszukiwaniu pokarmu), tym większa skala możliwych negatywnych efektów farmy. No i tu zaczynają się schody, bo inwestorzy planując, gdzie ma stanąć ich farma, zupełnie nie biorą pod uwagę tego aspektu problemu. Główne kryteria to potencjał wiatru i możliwość przyłączenia farmy do istniejącego systemu przesyłu energii. Do tego dochodzą możliwości dzierżawy wystarczająco dużej liczby działek gruntu pod siłownie. Reszta – czyli również ptaki, nietoperze i krajobraz – traktowane są jako jedna z wielu formalności do załatwienia.

W tej sytuacji dziwi fakt, iż informacje na temat zagrożeń ze strony farm wiatrowych są często przemilczane. Zdawać by się mogło, że w pogoni za pieniądzem inwestorzy oraz państwo wolą nie wspominać o problemie, nie zdając sobie sprawy z tego, że kiedy narośnie, zostanie jeszcze gorzej przyjęty przez społeczeństwo.

 

źródło: Dzikie Życie, 6/192, 2010

Dodaj komentarz

Komentarze



Inowacyjna gospodarka