Jesteś tutaj: Strona główna » Baza Wiedzy » RODZINA » Klasówka w słuchawkach - ADHD

Klasówka w słuchawkach - ADHD

Świetnie odnajdują się w show -biznesie, bo nie ma miejsc, do których nie pójdą, ludzi, których nie zaczepią, granic, których nie przekroczą. Jedyny kłopot to brak zahamowań, z którym borykają się od dziecka. Wcześnie rozpoczynają współżycie, wpadają w narkotyki, alkohol i przestępstwa. Z ADHD się nie wyrasta, ale można z nim żyć. Najpierw jednak trzeba wiedzieć, że się je ma.
Valentino Rossi podczas wyścigów Moto GP pokonuje motocyklem ostre zakręty przy prędkości nawet 180 km/h. Każdy błąd to ryzyko upadku, kontuzji, a nawet śmierci. Ale Rossi do samego końca zwleka z użyciem hamulca, żeby dać sobie szansę na wyprzedzenie rywala. Nie może mieć ADHD. Wtedy rozpędzałby się równie szybko, ale nie hamowałby nigdy. Bo zespół nadpobudliwości psychoruchowej to taka awaria układu hamulcowego. I niestety w życiu chorego niesie ze sobą podobne konsekwencje co na torze. Ludzie z ADHD rzadko kończą szkoły, często zmieniają pracę, a ich związki się rozpadają. W internecie przeczytamy, że problem dotyczy najczęściej dzieci. Dobrze jest go wcześnie zdiagnozować i leczyć. 

 

Niegrzeczne i trudne dziecko

Ma kolki, problemy ze spaniem, wierci się i ciągle płacze. Kiedy już chodzi, musimy mieć oczy dookoła głowy, bo się przewróci, potknie i znów rozbije głowę. 
 
– Dzieci z ADHD mogą mieć problemy z artykulacją. Wtedy zbyt szybko mówią, zjadają końcówki wyrazów. Czasem objawia się to także późną albo zbyt wczesną mową, a to dlatego, że aparat artykulacyjny też jest elementem związanym z ruchem. Często jednak jest ona niewyraźna, niedbała, ponieważ dzieci szybciej mówią, niż myślą – tłumaczy Justyna Kokot, psycholog i pedagog z Niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Rybniku. 
 
Choć objawy występują wcześnie, diagnozę lekarze mogą postawić, dopiero kiedy maluch skończy siedem lat. W przypadku dzieci np. z autyzmem, które nie utrzymują kontaktu wzrokowego, bawią się same, można to zrobić wcześniej. Ale przedszkolak z ADHD lubi rówieśników i nie ma problemu z nawiązywaniem wzrokowego kontaktu. Chyba że szybko ulega rozkojarzeniu. Fakt, że diagnozę można postawić siedmiolatkowi, nie oznacza, że przedtem mamy w domu aniołka, a nagle w podstawówce następuje przełom. Jeśli tak się dzieje, najwyraźniej przyczyną nie jest ADHD.
 
 
 

Choroba czy rodzinny mit

Kompletna diagnostyka zespołu nadpobudliwości w standardowym wydaniu jest skomplikowana, czasochłonna i trwa długo. W optymalnym wariancie powinna obejmować badania metaboliczne, hormonalne i neurologiczne w celu sprawdzenia, czy nie mamy do czynienia z inną chorobą, która objawami przypomina ADHD, taką jak m.in. poalkoholowy zespół płodowy (FAS), zaburzenia neurologiczne czy niedosłuch. W praktyce jednak, jeśli marzymy o tak kompleksowym podejściu, musimy o nie zadbać sami. Podczas pierwszej wizyty najczęściej wypełnimy kwestionariusz. 
 
W przypadku każdego zestawu pytań zawsze ktoś musi udzielić odpowiedzi. W diagnostyce ADHD to najczęściej rodzice. A to oznacza, że odpowiedzi są subiektywne, oddają najczęściej problem z ich perspektywy, do tego dochodzą interpretacje i wnioski własne. 
 
Ale co się dziwić. Odpowiadając, łatwiej jest wskazać to, co wypada lub nam się wydaje, a niekoniecznie musi to być zbieżne ze stanem faktycznym. Zdarza się, że w kwestionariuszu podajemy świadomie odpowiedzi sugerujące zespół nadpobudliwości, żeby przypadkiem nie wyszło na jaw, że nasze dziecko po prostu jest źle wychowane. 
 
To jednak, co nam się wydaje, nie powinno mieć znaczenia z diagnostycznego punktu widzenia. Pewne jest, że kwestionariusz nie zawsze dawał jednoznaczną i obiektywną odpowiedź. Jest szansa, że teraz to się zmieni. 
 

Komputerowe badanie

Test Moxo jest zupełnie oderwany od warstwy słownej, a bada rzeczywiste reakcje pacjenta. Jak to możliwe? – Nie ma mowy o interpretacjach i przekłamaniach w przekazie.
 
Dziecko siada przy komputerze i otrzymuje instrukcje: za każdym razem, kiedy widzi na ekranie element docelowy, ma nacisnąć spację: tylko jeden raz – mówi Justyna Kokot. 
 
Kiedy maluchy użyją klawisza dwa, trzy, cztery razy albo gdy robią to w niewłaściwym momencie lub w inny sposób, test wychwytuje te zachowania i generuje wyniki w czterech obszarach: zaburzenia uwagi, czasu reakcji, impulsywności i nadruchliwości. Następnie porównuje je z normą i wskazuje w tabeli, jak sytuują się w stosunku do normy oraz czy od niej odbiegają, a jeśli tak, to w jakim stopniu. Do wyników dołączany jest również profil behawioralny, którego rezultaty bywają zaskakujące.
 
 
 
 
– Okazuje się na przykład, że nasz syn nie zawsze ma problemy z koncentracją, ale rozpraszają go np. dystraktory wzrokowe, czyli rybki w akwarium, kolorowe pineski na tablicy czy rysunki. To dla rodziców i nauczycieli bardzo cenna wskazówka. Oznacza, że chłopiec powinien uczyć się przy uporządkowanym biurku, bez elementów rozpraszających na ścianach itp. – tłumaczy Justyna Kokot.
Podobnie mogą działać na dzieci dystraktory dźwiękowe. Czyli dziecko nie może się skupić, bo w sąsiedztwie znajduje się salon, gdzie zawsze gra muzyka lub jest włączony telewizor.
 
– Dźwięki, szumy, obrazy, które rozpraszają, to łatwo zrozumieć. Ale nierzadko test wskazuje na coś zupełnie odwrotnego. Na przykład córka ma problemy z koncentracją w ciszy i spokoju. Uaktywnia się prawidłowo, dopiero kiedy dookoła pojawiają się dźwięki. W Izraelu takim dzieciom zaleca się odrabianie lekcji przy włączonej muzyce, a do szkół trafia wtedy opinia, że uczeń ma rozwiązywać sprawdziany wyłącznie z osobistym odtwarzaczem muzyki – mówi nasza rozmówczyni.
 

Leczenie w klasie

Najcenniejsza dla rodzica jest pewność, co dolega dziecku. Trudno bez niej być wytrwałym, chodzić od gabinetu do gabinetu i od badania do badania. Wyniki testu Moxo wskazują wyraźny kierunek terapii.
W leczeniu najistotniejszą rolę odgrywa dobrze prowadzona terapia poznawczo-behawioralna. Dla dziecka oznacza to nasze konsekwentne działanie: teraz zrobiłeś coś złego, masz trzy minuty w kącie. W przypadku silnych objawów stosuje się także farmakoterapię. Co jednak najistotniejsze: nie tylko dziecko poddaje się terapii. Trening powinna przejść cała rodzina. Ważne jest też zaangażowanie szkoły i nauczycieli.
 
– Kiedyś ADHD było jedną z niepełnosprawności, które decydowały o nauce dziecka w klasach integracyjnych. Obecnie dzieci uczęszczają do normalnej szkoły. Ale niezmiennie sprawiają więcej kłopotów niż zdrowi uczniowie. To jednak nie powód do nauczania indywidualnego. Pozostanie w klasie to dla ucznia z ADHD szansa na przysposobienie umiejętności funkcjonowania w społeczeństwie. W domu niestety ich nie nabędzie – podkreśla Justyna Kokot. 
 
Test Moxo przyda się jeszcze wielokrotnie podczas terapii. Dzięki niemu można ocenić skuteczność przyjętych działań i wprowadzić ewentualne modyfikacje. To także skuteczne narzędzie do oceny młodzieży i dorosłych. Wychowanie dzieci zawsze było sztuką.
 
Wychowanie dziecka z ADHD to po prostu wyższa szkoła jazdy.
 
 
 
 
 
Autor: Krzysztof Jurga - inżynier, właściciel agencji PR i dziennikarz, od ponad 8 lat publikuje na łamach „Gazety Wyborczej”, jest współautorem dwóch książek i autorem bajek edukacyjnych dla dzieci, gra na akordeonie, wspina się i od małego jeździ na nartach.
 
Więcej artykułów przeczytacie w wersji drukowanej magazynu, do kupienia na sklep.estilomagazine.pl, zapraszamy również na FB E!stilo gdzie znajdziecie więcej informacji na temat Ekologicznego Magazynu E!stilo Magazine oraz zdrowego i naturalnego sposobu życia

Dodaj komentarz

Komentarze



Inowacyjna gospodarka