Jesteś tutaj: Strona główna » Baza Wiedzy » ŚRODOWISKO » Zmiany klimatyczne, czyli katastrofalne skutki modowe

Zmiany klimatyczne, czyli katastrofalne skutki modowe

Wielkość i Dobro znów w natarciu. Ponadpartyjna grupa prominentnych Amerykanów, pod przewodnictwem byłego sekretarza Skarbu Hanka Paulsona, wydała właśnie raport, który ma zainteresować konserwatystów kwestią globalnego ocieplenia.

Raport stara się przestraszyć prawicę, ostrzegając, że będzie jeszcze więcej zabójczych huraganów, niszczycielskich powodzi i innych okropieństw, chyba że ograniczymy emisję gazów cieplarnianych.

Podejrzewam jednak, że trzeba czegoś więcej, niż naukowe dane, by przerazić amerykańskich konserwatystów, którzy cynicznie reagują na wzmianki o problemach z klimatem, przekonani, że każde ostrzeżenie na temat pogody to podstęp federalnych urzędników, aby mogli grzebać w sektorze prywatnym.

Jeśli ekolodzy naprawdę chcą, by prawica wyszła z siebie, powinni mówić o tym, jak globalne ocieplenie wpłynie na modę. Oczywiście, na Ziemi jest więcej palących problemów, lecz mało który jest lepiej osadzony w politycznym kontekście naszych czasów.

Jeśli klimat zrobi się cieplejszy, ludzie zaczną ubierać się inaczej – a to zagraża modowym fundamentom tradycjonalistycznej Ameryki. Mówiąc krótko, więcej upałów i wilgoci oznacza mniej ubrań. Albo nawet ich całkowity brak, w niektórych okolicznościach. Jeśli konserwatyści już teraz uważają, że młodzież ubiera się nieodpowiednio, to wyobraźcie sobie, jak skąpo odziani będziemy, jeżeli raport Paulsona okaże się proroczy.

Czytamy w nim, że w USA, do końca tego wieku, słupek rtęci będzie wskazywać 35 stopni Celsjusza przez 45 do 96 dni rocznie. Na terenach takich, jak równiny Środkowego Zachodu, upały mogą trwać nawet dłużej.

W rezultacie, spodziewałbym się mody rodem z teledysków Beyonce czy Britney Spears. Wszędzie widać będzie bluzki bez pleców, głębokie dekolty, stringi, brzuchy i pośladki – słowem, odkryte, spocone ciała kobiet i mężczyzn. To więcej, niż wielu konserwatystów może znieść.

Bycie półnagim nie będzie już domeną młodych. Osoby starsze czy zniedołężniałe też będą musiały ściągnąć ubrania, aby skwar ich nie wykończył. Ukryte w raczej prywatnych zakamarkach tatuaże z pieskami czy maoryskimi symbolami będą musiały ukazać się oczom dzieci i wnuków.

Gracze w golfa pożegnają się ze swym sportowo-eleganckim strojem i przestawią na kostiumy pływaków.

Widmo zagłady krąży też nad symbolem burżuazji i patriarchalnej władzy – krawatem. Jeszcze niedawno, węzeł windsorski Ronalda Reagana wydawał się godłem amerykańskich konserwatystów. Jednak gdy już teraz młodzi szefowie firm ubierają jak nastolatki, dla tej części garderoby nadchodzą ciężkie czasy.

Wzrost temperatur może odesłać do lamusa zapięte koszule, gdzie dołączą do cylindrów. Mężczyzna alfa jutra będzie zapewne chodzić z gołym torsem, kto wie, czy nie wydepilowanym. Wszystko to dopełni tylko dzieła zniszczenia judeochrześcijańskiej spuścizny modowej Ameryki.

Obywatele będą pokazywać więcej ciała, a to może rozpraszać tych z nas, którzy starają się skupić swe myśli na wierze i rodzinie.

Oczywiście, nic z tego nie dowodzi, że klimat naprawdę się ociepla, ale podnosi stawkę, jeśli chodzi o konserwatystów. Pokazuje też, którą drogą powinien pójść Paulson razem ze swym zespołem wysoko postawionych przyjaciół.

Jeśli naprawdę chce uratować świat, to do następnego raportu powinien dołączyć obrazki ludzi zdzierających z siebie ubrania, by odczuć ulgę w straszliwym upale. Poza tym, wiecie, takie rzeczy zwiększają klikalność.

 

 Na podst. Climate change is a fashion disaster, Gary Silverman, The Financial Times

Dodaj komentarz

Komentarze



Inowacyjna gospodarka