Jesteś tutaj: Strona główna » Baza Wiedzy » RODZINA » Życie zaczyna się po karierze

Życie zaczyna się po karierze

Jaka powinna być emerytura? Statystyczni Polacy odpowiadają: pewna, bezpieczna i godna. Mieszkańców krajów zamożniejszych i bardziej rozwiniętych takie minimum przestało już zadowalać.
Ukuty przez Amerykanów termin „encore career” nie doczekał się jeszcze polskiego odpowiednika. Na użytek tego artykułu mogę zaproponować „karierę kontynuacyjną” albo „drugą karierę”. Zdaje się jednak, że łatwiej wytłumaczyć, o co chodzi, niż mnożyć językowe potworki. Encore career to praca, jakiej człowiek podejmuje się po zakończeniu właściwej kariery zawodowej, cechująca się nastawieniem na osobiste spełnienie i społeczne zaangażowanie. Zarobki grają tutaj drugorzędną rolę (choć nie pracuje się za darmo), dalsze pięcie się po szczeblach kariery – nie jest interesujące. Bill Gates zostawił Microsoft następcom, by zaangażować się we własną fundację pracującą na rzecz ubogich w Afryce. Al Gore porzucił karierę polityczną, żeby poświęcić swój czas i zdolności walce z globalnym ociepleniem i zanieczyszczeniem środowiska.
 
 
 
Być jak Bill Gates
 
Dla niedawnego najbogatszego człowieka na świecie (Bill Gates) i kandydata na prezydenta USA (Al Gore) nie oznacza to w żadnym razie degradacji. Fundacja Billa i Melindy Gatesów to największa na świecie instytucja charytatywna. Zatrudnia przeszło tysiąc osób, kapitał fundacyjny przekracza
38 miliardów dolarów. Za pieniędzmi, kompetencjami i marką idą wpływy: Gatesa przyjmują głowy państw, liczy się z nim ONZ, lgną do niego celebryci, chcą z nim współpracować najbardziej prestiżowe uczelnie wyższe i instytuty badawcze. Dawny szef Microsoftu otoczony jest teraz najtęższymi umysłami z całego świata, pracującymi nad leczeniem AIDS, rozwiązywaniem problemów gospodarczych państw afrykańskich, poprawą pozycji kobiet w Trzecim Świecie. Za swój wkład w rozwój filantropii i społecznie odpowiedzialnego biznesu, Gates otrzymał już ze dwa tuziny doktoratów honoris causa, prestiżowy tytuł Człowieka Roku magazynu „Time” oraz tytuł szlachecki od królowej Elżbiety II. Wydaje się też, że już zapewnił sobie miejsce w podręcznikach do historii, przynajmniej tych akademickich. Jeśli fundowani przez niego fachowcy, wynajdą lek na AIDS lub stworzą modele rozwojowe, które podźwigną wyniszczony przez wojny, choroby i kolonializm Czarny Ląd, może będzie się o nim uczyć każde dziecko w każdej szkole.
 
Przykład Al Gore
 
O tym samym marzyłby zapewne Al Gore. Zapewne chciałby być kimś więcej niż 45 wiceprezydentem i niedoszłym 43 prezydentem Stanów Zjednoczonych. Dziedzic politycznej dynastii, która m.in. współtworzyła stan Oklahoma, znał zapewne waszyngtońską drwinę, powtarzaną zawsze w dyskusjach o drugiej osobie w państwie: „wymień 5 wiceprezydentów”. Inna złośliwostka to podobno sugerowanie, by  w korespondencji dyplomatycznej tytułować wiceprezydenta „Jego Zbędność”. Gore znał też realia amerykańskiej polityki i wiedział, że po wyborczej porażce z roku 2000, demokraci nie zaufają mu po raz kolejny.
Ten, kto sugerowałby, że zaangażowanie się w sprawy przyrody i zrównoważonego rozwoju było cynicznym zabiegiem ze strony politycznego bankruta, byłby jednak w błędzie. Po
pierwsze, gdyby Gore tego chciał, miałby zapewnione miejsce w Kongresie, o ile nie stanowisko gubernatora jednego ze stanów. Po drugie, warto przypomnieć, że były wiceprezydent już w 1976 roku, czyli w pierwszych miesiącach swojego posłowania, współorganizował pierwsze w dziejach Kongresu
obrady i konsultacje społeczne w kwestii globalnego ocieplenia, zmian klimatycznych i zanieczyszczenia wód gruntowych. W 1990 roku rzucił ideę „Globalnego Planu Marshalla”, który miałby powtórzyć sukces amerykańskich inwestycji w zrujnowaną Europę tym razem w skali globu i tym razem ze szczególnym uwzględnieniem problematyki ekologicznej. W 2006 roku poświęcony jego wizji bardziej zielonego i sprawiedliwszego świata film „Niewygodna prawda” został uhonorowany Oscarem. Rok później Gore otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Dzisiaj jest on jedną z ikon ruchów proekologicznych i wegańskich; na organizowanych przez niego wydarzeniach, mających popularyzować sprawę dbania o środowisko, zagrali m.in. Madonna i Metallika.
 
 
 
 
Nie tylko dla orłów
 
„Dobrze” – można powiedzieć – „były wiceprezydent i przedstawiciel amerykańskiej arystokracji oraz multimiliarder z Doliny Krzemowej. Oni mogą sobie na to pozwolić. A inni?”. Jeśli wierzyć badaniom, przeprowadzanym przez amerykańskie instytuty monitorujące zatrudnienie, encore  careerwybiera coraz więcej Amerykanów. Zgoda: większość z nich należy do finansowo stabilnej klasy średniej. Nie mniej jednak nie są to krezusi. Dobrym przykładem jest tutaj Rob Mather, dawniej menedżer w firmie consultingowej, obecnie dyrektor jednej z największych na świecie fundacji walczących
z malarią. Jego kariera w trzecim sektorze zaczęła się od zobaczenia w telewizji przejmującego materiału poświęconego ciężko poparzonej dziewczynce. Początkowo zamierzał przeprowadzić jednorazową zbiórkę. Zorganizował zawody pływackie, przeprowadził na nich kwestę, przekazał pieniądze rodzinie potrzebującej. Szybko odkrył jednak, że ma smykałkę do wydarzeń charytatywnych i foundrisingu i obecnie pracuje na cały etat we własnej fundacji. Warto wspomnieć także o Marylin Johnson, która w wieku 43 lat porzuciła karierę licealnej nauczycielki wiedzy o społeczeństwie, aby prowadzić program wymiany uczniowskiej między Stanami Zjednoczonymi a Ghaną. Johnson umiała wykorzystać umiejętności pozyskane w dotychczasowej pracy w szkole, jak również osobiste doświadczenia córki żołnierza, która kilkunastokrotnie musiała przenosić się z rodzicami z miejsca na miejsce, poznając nowych ludzi i środowiska, aby stworzyć projekt prawdziwie niezwykły.
 
Przykłady ludzi, którzy odnaleźli nową drogą w życiu, można mnożyć. Ordynatorzy w znanych szpitalach, którzy po uzyskaniu federalnych grantów, zaczęli pracować wśród ubogich; pracownicy firm consultingowych, którzy podjęli się doradzania organizacjom pozarządowym i non-profitom; wzięci architekci, którzy zapalili się do budownictwa naturalnego,  przyjaznego człowiekowi i naturze.
 
 
Emeryt nie jest problemem
 
Powyższe przykłady dowodzą jednego: emeryt nie jest problemem, który trzeba rozwiązać. Potrzebujmy – jako społeczeństwo – ludzi, którzy będą gotowi podzielić się swoimi doświadczeniami, wiedzą, umiejętnościami. Nie do przecenienia są też czas i dobra wola, czyli „towary” w dzisiejszych realiach więcej niż deficytowe. Godzina spędzona w Internecie lub najbliższym centrum ekonomii społecznej wystarczy, aby zapoznać się z topografią miejscowych fundacji i stowarzyszeń. Może się okazać, że setki razy mijaliśmy siedzibę organizacji, która czeka na kogoś takiego jak my. Przeciętny Polak należy do 0,2 organizacji pozarządowych. To kilka razy mniej niż średnia europejska. Choć nie zdajemy sobie z tego sprawy, jesteśmy tam potrzebni. Nie musząc już świadczyć pracy (czy prowadzić biznesu), nie możemy już zasłaniać się brakiem czasu i nadmiarem obowiązków.
Nie powinniśmy także przemilczać sprawy słabnących,tradycyjnych więzi rodzinnych. Coraz więcej ludzi dojrzałych będzie długo czekać na wnuki – o ile się ich doczeka. Kontakt z pracującymi w korporacji lub za granicą dziećmi też jest utrudniony. W takiej sytuacji zakorzenienie można zastąpić zaangażowaniem. Da to wnukom – gdy już się pojawią – dobry wzór do naśladowania.
 
 
 
Sukces to ważne słowo
 
Emerytura, encore career, to dla wielu pierwsza szansa, by zacząć robić to, co naprawdę ich pasjonuje, a zarazem ostatnia okazja, żeby zostać zapamiętanym. Świadomość, że mamy więcej dni za sobą niż przed sobą, pozwala uporządkować priorytety. Wyzwolenie z codziennych obowiązków i gonitwy, daje czas, by odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: dlaczego robię to, co robię?
Styl życia, który promuje ideał encore career, kładzie nacisk na zaangażowanie, oddanie, pasję. Sukces to nadal ważne słowo, ale tutaj jest to przede wszystkim sukces osobisty, możliwość zostawienia po sobie czegoś, z czego będziemy dumni. Szkółki piłkarskiej, która być może wychowa przyszłe gwiazdy. Instytutu badawczego, w którym będzie można podzielić się swoją wiedzą. Fundacji, która odmieni życie tysięcy ludzi… w tym, miejmy nadzieję, jej założyciela.
 
 
Autor: Marcin Giełzak: Ekspert E!stilo Magazine, absolwent historii i zarządzania na Uniwersytecie Łódzkim,współzałożyciel środowiska WE the CROWD pracującego nad rozwojem polskiego crowdsourcingu i crowdfundingu. Więcej jego tekstów znajdziecie na stronie wethecrowd.pl.
Więcej artykułów przeczytacie w wersji drukowanej magazynu do kupienia na sklep.estilomagazine.pl, zapraszamy również na FB E!stilo gdzie znajdziecie więcej informacji na temat Ekologicznego Magazynu E!stilo Magazine.
 
 
 

Dodaj komentarz

Komentarze



Inowacyjna gospodarka